This post is also available in:
Idę z zawieszonym na szyi filcowym ołtarzykiem – duchem, który dziś ożywa. Pomarańczowe aksamitki wirują jak słońca Meksyku, Galway, Wrocławia, Bukaresztu…
Rdzawe motyle fruwają przed bramą. Spotykam pierwszą La Catrinę i robię sobie z nią selfie na William Street. Procesja zaczyna tańczyć. Zielone wstążki lekko unoszą się w promieniach latarni. Różowe, niebieskie, żółte chorągiewki niczym wycinanki kurpiowskie.
Utraciłam Cię, ale Ty wciąż jesteś słońcem, księżycem i deszczem celtyckim, meksykańskim, polskim… W czerni barwy i dźwięki intensywnieją mocniej.
Słucham hiszpańskiej pieśni i choć nie rozumiem słów, wielkie pomarańczowe kwiaty dotykają mojego serca. I czuję się piękna, gdy otwieram się na życie gdziekolwiek jesteś.











