Celebrujmy życie, bo to najwspanialsza rzecz jaką mamy!
– mówi do nas Patti Smith ze sceny Międzynarodowego Festiwalu Artystycznego w Galway.
Jej słowa są dla mnie jak poklepanie po ramieniu w drodze przez codzienność. Bo jeszcze godzinę temu zbierałam siły, żeby tu stać. A teraz czuję się lekka z radością migoczącą w sercu. Nie tylko w moim, ale też ludzi obok mnie. Poetka, której wyczekiwaliśmy, wygrywa w skupieniu na gitarze dźwięki i te słowa:
Och, Być
Nie byle kim
Przejść ten labirynt istnienia,
Skóra
Och, Płakać, Nie byle jak,
Tak boleśnie (…)
Kołyszę się do “Beneath the Southeren Cross” i wrastam w trawę na której stoję w pomarańczowym świetle, w pomarańczowych spodniach.

Czekanie na Patti SmithPatti Smith jest wyluzowana i jak zwykle czarująca. W workowatych jeansach i białym T-shircie sama przyznaje, że po Galway chodzi ubrana niechlujnie.
Ta niesamowita kobieta na scenie wydaje się jakby siedziała z nami przy jednym stoliku w pubie.
Jednak jest równocześnie ostra, stanowcza, przenikliwa, punkrockowa. Przeklina, a nawet spluwa. A gdy biegnie przez scenę i chwyta energicznie mikrofon, jej piękne srebrne włosy wznoszą się niczym fale wzburzonego Atlantyku, a potem tańczą pod światłem. Bo Patti fucking Smith jest nieprzerwanie sobą.

Kiedy recytuje “Footnote to Howl” Allena Ginsberga innego wielkiego poety amerykańskiej kontrkultury staje się kapłanką. Potem zgniata wiersz i rzuca nim w publiczność. Bo Patti Smith podaje nam poezję jak coś bez czego nie można obyć się w życiu.
I specjalnie dla Galway czyta wiersz W.B. Yeatsa “To a Child Dancing in the Wind”.
Tańcz tam na brzegu
Po co ci troska
o wiatr czy szum wód
(…)
Po co ci lęk przed potwornym wyciem wiatru
(…)

Cieszę się, że możemy być tutaj razem w tym niespokojnym świecie!
Smith jak zawsze zaangażowana społecznie w trakcie koncertu podkreśla wielokrotnie, że każdy z nas ma niezaprzeczalne prawo do wolności. Na koniec śpiewa piosenkę “Peaceable Kingdom” napisaną dla Palestyny 23 lata temu. A od publiczności otrzymuje prezenty: torbę oraz kolorowy tatreeze, czyli haft prosto z Palestyny.
Lipcowy wieczór, aż tętni życiem. Nie chce się wracać do domu. Ogródki barowe na ulicach Galway pękają w szwach. Jeszcze przy stoliku wznoszę ręce do góry i nucę “People Have the Power”. Wypatruję Patti Smith wśród tłumu.
Wciąż wędruję. Dokąd zmierzam?
Jeśli ujrzysz mnie w drodze
Wędrującęgo
(…)
Nie odwracaj wzroku
Idę do Ciebie
Stawiam krok za krokiem
(…)
z piosenki “Fireflies“.
Beatiful and reflects the mood of the gig perfectly.
Thank you so much! Ah, Patti Smith, she is an incredible woman! 🙂