Jak rower dodaje mi skrzydeł

This post is also available in: English (angielski)

Nie wyobrażam sobie swojego życia bez roweru. Odkąd pamiętam rower zawsze motywował mnie do przygody. Nawet jeśli jechałam tylko do sklepu na tej samej ulicy.

Miałam w życiu już cztery rowery: niebieski Pelikan, czerwony Turing, ciemno-różowy Holender, który przeprowadził się ze mną z Wrocławia do Irlandii oraz błękitny Ammaco, klasyk również w holenderskim stylu. Ten ostatni jest moim wehikułem z marzeń. Napisałam kiedyś wiersz o błękitnym rowerze uplecionym z obłoków. A po latach, w Galway znalazłam dokładnie taki rower jaki sobie wyobrażałam. Błękitny, z brązowym, szerokim siodełkiem i brązowym koszykiem.

I choć dzisiaj po pięciu latach mój lazurowy wehikuł ma już wiele zardzewiałych śrubek nadal czuję dreszcz emocji, gdy ruszam na nim w lokalny świat.

Na rowerze zawsze czuję jak rosną mi skrzydła. Nawet jeśli wcześniej moje samopoczucie nie było wspaniale i nie chciało mi się wyjść z domu, to kiedy wsiadam na rower odzyskuję motywację do eksplorowania dnia i swojego miasta. Rower zabiera mnie od smutku i za każdym razem daje poczucie prostego szczęścia.

Bo kiedy mknę na błękitnym wehikule czuję się wolna. Wolna w sobie oraz w przestrzeni, w której jadę. Mogę wybierać ścieżki, omijać korki, zatrzymać się na chwilę, zawracać, kontemplować świat podczas jazdy oraz samą jazdę. Dotrzeć gdzieś szybciej i przyjemniejszą drogą. Oddychać głęboko. Choć ostatnio zdarza mi się jeździć przez miasto w maseczce, nie odbiera mi to pasji.

Z roweru miasto wygląda czasami jak zaczarowana kraina, szczególnie, gdy wjeżdżam do centrum przez kamienny most, pod którym gna do oceanu rzeka Corrib.

Zakupy na rowerze

Już jako mała dziewczynka jeździłam na zakupy rowerem, choć sklep znajdował się na tej samej ulicy. Teraz też wolę wsiąść na rower i przywieźć zakupy w koszyku. Bo wtedy to jest wyprawa, która jest dla mnie czymś więcej niż tylko zakupami. To mini wycieczka. Oczywiście, że nie da się włożyć wszystkiego do koszyka, no ale w ten sposób nie kupuję w sklepie niepotrzebnych rzeczy.

Rower w czasie pandemii

Na rowerze zawsze odświeża mi się umysł. Krew zaczyna szybciej krążyć i nie raz odzyskuję wiarę w to co wydawało się niemożliwe. Szczególnie teraz w czasie izolacji, którą mamy w Irlandii rower daje mi poczucie normalności. Bo potrafi przemienić przygnębienie w kontemplację chwili. Przywrócić wiarę w sens życia. Ponieważ kiedy obserwujesz swój lokalny świat z bliska dostrzeżesz w nim innych ludzi.

Pierwszego dnia październikowej izolacji wsiadłam rano na rower i pojechałam do miasta, a później nad ocean. Kawiarnie miały złożone ogródki, ludzie pili kawę na murku, grupka dzieci ze szkoły wracała znad brzegu Atlantyku z wiaderkami wypełnionymi ostrygami, ktoś spacerował z kubkiem kawy, ktoś inny rozmawiał przez telefon. Wszystkich nas grzało poranne słońce. Z roweru mogłam dostrzec łatwiej te malutkie szczegóły i ucieszyć się nimi oraz tym, że mam rower i mogę sobie na nim jeździć.

Oczywiście zdarzają się chwile niełatwe i na rowerze, na przykład kiedy leje deszcz, albo gdy musisz wjechać pod górę. Jednak i w takich momentach czuję się mocno związana z rowerem. Jeżdżę nim przez cały rok i nie wyobrażam sobie porzucić tej frajdy.

BĄDŹCIE ZDROWI I BEZPIECZNI!

(Visited 84 times, 2 visits today)

1 Comment Jak rower dodaje mi skrzydeł

  1. Irena 24 października 2020 at 21:06

    Rowerze, ty razem ze mną nad poziomy wylatuj 🙂

    Reply

Leave A Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *