Kryzys dziesiątego dnia izolacji

This post is also available in: English (angielski)

Kruk przelatuje z drzewa na drzewo, a ja chcę kontemplować jego aksamitne skrzydła. Tymczasem ptak siada pomiędzy bezlistnymi gałęziami na tle chmur i to on gapi się na mnie. Dlaczego brakuje wiosny? – przełykam myśl wraz z powietrzem i niemal biegnę najdroższą mi ścieżką jakbym uciekała.

W ciemnozielonej Corrib bulgoczą wiry i przypominają mi się słowa starszego Irlandczyka: – Nie radzę Ci pływać w rzece, ona tylko pozornie łagodnie wygląda.

Z daleka dostrzegam, że ochroniarz z uniwersytetu, ma na czole białą przepaskę. Rozbił gdzieś głowę? – myślę. Nie, to maseczka ochronna, wygląda niczym opaska na włosy. Facet stoi w odległości dwóch metrów od samochodu, w którym jest otwarte okno i z kimś rozmawia.

Na chodniku ktoś porzucił plastikowe rękawiczki. Ukradkiem zerkam na lokalik Matta, ma dziś zamknięte chociaż jeszcze dwa dni temu rozmawiał z przechodniami przy kawie.

Na kuchence z  lat pięćdziesiątych owsianka gotuje się z dziesięć minuty. Trochę soli, starte jabłko i cynamon.

Dziś smak cynamonu przenika mnie bardziej niż zwykle, jest jak trzy-sekundowe szczęście.

Potem nie czuję już nic tylko widzę cztery suche gruszki na stole, który od sześciu lat jest moim domem. Mam kryzys.

Co sądzisz o tym poście?

Dziękuję za każdy odzew!

(Visited 12 times, 1 visits today)

Leave A Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *