“Pieśni niczyje/skoki do nieba” wędrują

This post is also available in: English (angielski)

(…) – moja pamięć

jeśli cię w niej nie zatrzymam

znikniemy na zawsze

fragment pieśni “znikająca”

W pubie Tigh Neachtain w Galway dziewczyna dorzuca do kominka. Na rudych ścianach plakaty pamiętają Galway Arts Festival z 1978, 1983, 1986, albo 1990. Na moim stoliku wycinki o “pibroch” – “wielkiej muzyce” ze Szkocji, czyli sztuce dudziarskiej. Ludzie chodzą po tej podłodze już od XIX wieku.

A ja otwieram “Pieśni niczyje/skoki do nieba” Darii Danuty Lisieckiej i wyczytuję w nich, czy wręcz odczuwam jaką magię posiada pamięć. Daria poświęciła dziewiętnaście pieśni nieżyjącej już Małgorzacie Starowieyskiej (Mao Star) – malarce, poetce, tancerce, perforatorce, twórczyni teatru alternatywnego, z którą spotkała się podczas Rypińskiej Wiosny Teatralnej i zaprzyjaźniła.

Utwory są zapisem tej przyjaźni i zarazem wędrówką, tańcem, ruchem, które zaczynają się od odzyskania samej siebie.

Jednak najpierw były to improwizacje głosowe. Daria mówiła je niczym starogreckie poiesis, które przywoływały coś do istnienia. Pieśni zostały przelane na papier z mowy zachowując ten sam rytm. Dlatego do książki dołączona jest płyta.

W pubie przy kominku w pomarańczowym światle, przewracam kartki. Zatrzymuję się w Paryżu, w Berlinie, we śnie, w Krakowie, w poziomkach, w którejś z kawiarni. Tego przemieszczania się nie da się zatrzymać.

Wspomnienia, kroki, czasami bolą, zamazują się, krzyczą, tańczą, unosi je wiatr. Jedno jest pewne one oddychają w autorce i w nas. A pamięć i literatura to magia. Ożywiają tych, którzy odeszli.

“Pieśni niczyje/skoki do nieba” zapalają więc te same i zarazem nowe gwiazdy na niebie, drążą korytarze w myślach, motywują, żeby szukać, przywołują zapachy, a także charyzmatyczną poetkę izraelską Yonę Wallach, której wierszami Daria i Małgorzata wspólnie się fascynowały.

Czuję w tym wszystkim intensywność. Wokół mnie dźwięki rozmów, szklanek i gitary. Piątkowe popołudnie w wietrznej końcówce lutego, hen za morzem…

Otwieram książkę na zdjęciu Małgorzaty Starowieyskiej. A ona siada na chwilę obok. Daria niesie trzy pinty Guinnessa dla nas. Chyba trochę tu posiedzimy. Posiedzę. Puls rzeczywistości z mojego miasta miesza się z tym o czym czytam.

Myślę, że każdą z tych pieśni warto wypróbować wiele razy. Wtedy opowie nam nie tylko o przyjaźni dwóch niezwykłych kobiet. Ale także zdradzi coś o nas samych.

w świetle księżyca odnajduje placyk

w sam raz by kręcić piruety

trenować niewidzialne tańce

-to mój ulubiony fragment z ulubionej pieśni: “paryska”.

Inspiruje mnie, żeby nie odkładać natchnień na później. Dlatego postanowiłam napisać recenzję w tym starym, zachwycającym pubie, do którego zabiorę kiedyś Darię Danutę Lisiecką.

Tu ludzie wstępują chętnie, bo tu codzienność potrafi budzić wspomnienia. Zakurzone butelki whisky, miedziana figurka grajka, plakat festiwalu literatury. Coraz bardziej tłoczno. Oddaję stolik przy kominku, dwóm innym przyjaciółkom. Otwieram drzwi z witrażem i wychodzę na zewnątrz. Wciąż jeszcze jasno. Uliczny bard śpiewa. Daria i Małgorzata idą razem ze mną.

(Visited 82 times, 1 visits today)

Leave A Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *