This post is also available in:
English (angielski)
Łzy napływają mi do oczu. Wydaje mi się, że siedzę gdzieś w ukryciu jak dziewięcioletni Radż. W międzyczasie sprawdzam na mapie, gdzie dokładnie leży Mapou, a potem Beau-Bassin. Odkrywam, że dziś po tym mieście jeżdżą tramwaje.
Mauritius – jest tak bardzo daleko. Jednak w powieści Nathachy Appanah “Ostatni brat” podchodzi do mnie blisko. Czerwony, kwaśny pył, deszcz potwór i powódź z wodospadu, nadgniłe mango, posłodzona woda, ciemnozielony las z drzewami kamforowymi przez który biegną Radż i Dawid. Obrazy i emocje trwają nadal we mnie.

zdjęcie Tofan TeodorTo historia niezwykłej, krótkotrwałej przyjaźni dwóch chłopców: Indo- Maurytyjczyka – Radża z biednej rodziny oraz Żyda – sieroty Dawida. Naiwność, śmiech, spontaniczność, wiara i czarodziejskość dzieciństwa mieszają się tu z przemocą, stratą, chorobą, ucieczką, powagą sytuacji. A w tym wszystkim soczysta, egzotyczna przyroda i wieloetniczność Mauritiusa.
“Jednocześnie śmiałem się i płakałem, widząc czerwonego ptaka na blond głowie Dawida, jego wystraszoną minę, słysząc śmiech mamy i uświadamiając sobie, że niewiele brakowało, a bracia zabraliby ten śmiech ze sobą w otchłań.”

zdjęcie Pierre PerrautAutorka snuje narrację z perspektywy dziewięciolatka, który żyje na Mauritiusie i nie ma pojęcia, że w Europie trwa właśnie II wojna światowa. Bo i ona o tym nic nie wiedziała. Dlatego w swojej książce postanowiła wydobyć na światło dzienne ważny fakt historyczny, o którym dowiedziała się przypadkiem jako dwudziestoletnia dziewczyna.
W pierwszej połowie lat czterdziestych XX wieku Brytyjczycy internowali na Mauritius półtora tysięcy Żydów. Uciekinierzy z Europy próbowali dostać się statkiem do Hajfy. Ale zostali zatrzymani i potraktowani jak nielegalni uchodźcy przez władzę brytyjskie. Na Mauritiusie zamknięto ich w więzieniu w Beau-Bassim i dokładnie nie wiedziano co z nimi zrobić. W czasie tych pięciu lat wygnania 128 spośród nich umiera. Zostają pochowani na cmentarzu Saint Martin w Beau Bassin, gdzie dziś znajduje się Centrum Pamięci.
Mały Dawid śpiewa pieśni w języku jidisz. Zachwyca się kwiatami. Czy w tak pięknej i zarazem tak bardzo smutnej powieści jest jakieś światło? Pamięć o tych, których straciliśmy.
To już druga książka z literatury maurytyjskiej, od której nie mogłam się oderwać. Nie miałabym o niej pojęcia, gdyby nie audycja Darii Danuty Lisieckiej “Wyczytane do białości”. Bo Daria prezentuje w niej wiele niezwykłych książek. A ja czekam teraz na kolejne tłumaczenia książek Nathachy Appanach. Albo zacznę je czytać po angielsku.
A ponieważ literatura zabrała mnie już nie raz w realną podróż, może zacznę pakować także walizkę.
Zdjęcie tytułowe zrobił Florian Giorgio.