Vincent Delerm w Bordeaux

This post is also available in: English (angielski)

Na tym koncercie płakałam, śmiałam się, śpiewałam piosenki, przemieszczałam do krainy dzieciństwa, widziałam uśmiech mojej mamy, a łzy przyjaciółki mieszały się z moimi. Czas lśnił na policzku. Chłonęłam teatr, cieszyłam się francuskim i żyłam w Bordeaux tej nocy.

Merci Beaucoup!

W grudniowy wieczór w Théâtre Fémina  w Bordeaux rozbrzmiewa moja ulubiona piosenka “Plusieurs” / “Kilkoloro”. Na ekranie pojawia się czarno-biały film. Vincent Delerm wchodzi na scenę, po kilku wersach.

Długo myślałem

Myślałem wcześniej

że jestem taki sam, w tym

wszystkim – Châtelet, Barbara

Sam w kącie na trawniku Puichois

Sam na planecie – naprawdę

Naprawdę jest nas kilkoro

(…)

-śpiewa po francusku. A ja choć nie znam tego języka, rozumiem jego piosenki od dawna. Melodie i słowa wnikają we mnie. Są jak wspomnienia, ukojenie, kadry z uczuć, puzzle teraźniejszości, które próbuję ułożyć danego dnia, księżyc o świcie, krople deszczu na szybie autobusu, lot do Bordeaux.

Teatr Femina pęka w szwach. Siedzę na pluszowym fotelu. Trzymam na kolanach kapelusz. Kołyszę się. Klaszczę. Czarny fortepian jak stół z mojego rodzinnego domu. Rytm wystukuje się w sercu.

Pomiędzy piosenkami Vincent opowiada rożne śmieszne historie. Choć rozumiem tylko strzępki słów, wiem o czym mówi.

Ludzie się śmieją. Wołają. Delerm stroi gitarę i gra dwie bardzo stare piosenki. Przecież i ja znam tę piosenkę Joe Dassin. Zaczynam więc śpiewać ze wszystkimi.

Na Polach Elizejskich.

Na Polach Elizejskich.

W piątek w nocy

w sobotę, każdej nocy


W słońcu, w deszczu,


w południe czy o północy,


na Polach Elizejskich

znajdziesz wszystko, czego zapragniesz.

A potem znowu na ekranie pojawia się czarno biała droga wśród puszystych drzew, błyszczą oczy matki, tańczą ludzie. A na różowym tle magnetofon kasetowiec.

Nikt nie chce kończyć tego koncertu. Klaszczemy niemal w nieskończoność. I następują aż trzy bisy.

Teraz koncert Vincenta Delerm wybrzmiewa we mnie codziennie. A najnowsza płyta “Le Fresque” towarzyszy mi w drodze do pracy. I wtedy nie ważne jest aż tak bardzo, że zrywa się sztorm.

Ważna jest tęsknota za Tobą, bo może przywracać mi czar życia.

Spotykam Cię w małej lokalnej kawiarni, wino rozlewa się po mapie, przy stoliku obok grają w kulki. Jakże cudowny jest ten dzień.

Wczesnym rankiem przedstawia 

Wioska zimą

Dzieciństwo, pokój, plakat

Reflektory samochodów na tapecie w nocy o piątej rano

Jak obraz Edwarda Hoppera

Śnieg, scenografia

I jeszcze nikogo wokół ciebie

Czekasz na kogoś

Pozostałe postacie

Przyjdą jedna po drugiej

A ty rozpoznasz ich twarze

Wieczór po wieczorze, noc po nocy

Zapiszesz ich imiona w kolejności pojawiania się w twoim życiu

(…)

fragment piosenki “Le Frresque”. Dziękuję Joannie Guranowskiej za wspaniałe tłumaczenia dwóch piosenek!

I jeszcze zostaje we mnie Bordeaux. Miasto, do którego już tęsknię. Chcę tam wrócić jak najprędzej. Na razie kręcę kalejdoskopem, widzę anioła na placyku Jean Molin i patrzę w lustro. Napiszę Wam o tym wkrótce.

(Visited 81 times, 1 visits today)

Leave A Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *