Błogosławieństwo z bazaru

This post is also available in: English (angielski)

Upadamy, gdy nasze życie przestaje być codziennym zdumieniem

z piosenki Myslovitz

Dla mojej babci Agnieszki

Kiedy przez miesiąc mieszkałam w Sybinie, w Rumunii, odkrywałam codziennie rzeczy, które przypominały mi dzieciństwo. Zastanawiałam się dlaczego, przecież byłam w tym mieście i kraju pierwszy raz. Targ położony w Dolnym Mieście przyniósł mi odpowiedź.

Autentyczność

W słoneczny czerwcowy dzień wybrałyśmy się z moją koleżanką Kają na lokalny bazar. Chciałyśmy porozmawiać z miejscowymi i dowiedzieć się co sądzą o festiwalu teatralnym, który wydarza się w ich mieście od przeszło dwudziestu sześciu lat. Kaja mówiła dobrze po rumuńsku, więc pomogła mi zrobić wywiady, głównie ze starszymi ludźmi, którzy nie znają angielskiego. Okazało się, że nasi rozmówcy pracują na targowisku całym dniami i nie bardzo mają czas, aby jeszcze oglądać wydarzenia teatralne. Aczkolwiek są zadowoleni, że w ich mieście rozwija się znany festiwal.

Może gdyby ktoś zabrał mnie na rynek helikopterem, to z chęcią coś bym obejrzała.

-powiedziała nam jedna pani, w uroczym fartuchu w kwiatki, lecz po chwili dodała:

Widzę na naszym bazarze wielu turystów, robią filmy, zdjęcia, obserwują ale przeważnie nic nie kupują.

Myślę, że to ważna wiadomość dla nas, którzy zachwycamy się różnymi miejscami jako turyści. Pamiętajmy, zawsze warto wspierać lokalny rynek.

Prawdziwe życie toczy się na bazarze

Mając w pamięci tę refleksję wracałam na targ w Sybinie przez kolejne dni. Wybierałam soczyste czereśnie, pokolorowane latem morele, świeże chili i chleb prosto z pieca. A któregoś dnia znalazłam nawet wielką górę poziomek. Młoda kobieta nałożyła mi porządna porcję i powiedziała z uśmiechem: Bucura-te de masa ta! Co po rumuńsku znaczy: Życzę smacznego! Sprzedawane na bazarze produkty były przepyszne, ekologiczne i bardzo tanie.

fot. Małgosia Doczyk
fot. Magu Sumita

Włócząc się po targowisku, czułam się tak, jakbym robiła zakupy we własnym mieście i we właściwym miejscu, z przyjemnością. Zaraz przy wejściu na bazar stał mały bar z prostym jedzeniem i piciem: frytki, kiełbaski, steki. Zero jadła wegetariańskiego, ale i tak przysiadłam się do Cyganki i pożarłam pyszne domowe frytki. Wszyscy tutaj jedli razem przy małych plastikowych stolikach przykrytych ceratami w kropki. Każdy mógł się przysiąść. Czułam się dosłownie jak wśród sąsiadów z tego samego miasta.

Moja babcia

Pewnego razu moją uwagę przykuła starsza pani, która na swoim stoisku układała bukieciki z przeróżnych kwiatków. W jednej chwili przypomniała mi się moja babcia Agnieszka, która miała pole różowych stokrotek w naszym ogrodzie. Babcia siadała na żółtej ławce, przy drewnianym stole i plotąc bukieciki ze stokrotek, konwalii, bratków śpiewała piosenki. Na drugi dzień sprzedawała je na malutkim bazarze przy dworcu Ochota w Warszawie, lub czasami prosto z ulicy. Często odbierałam babcię ze stacji kolejki WKD, którą wracała z Warszawy i brałam jej olbrzymie tekturowe pudła na rower. Pewnego dnia wylądowałam wraz z kartonami i rowerem w przyulicznym rowie. Była to zabawna sytuacja, z której do dziś się śmieję.

fot. Magu Sumita
fot. Magu Sumita

Magu Sumita, wspaniały fotograf i mój przyjaciel z Japonii zrobił bardzo realistyczne zdjęcia, z miejsca, gdzie życie toczy się bez zbędnych póz. Jego fotografie zilustrowały mój artykuł.

A Wy Drodzy Czytelnicy lubicie bazary? Co na nich najczęściej kupujecie?

(Visited 68 times, 1 visits today)

Leave A Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *