Dzień Dobry na Dominick Street w Galway

This post is also available in: English (angielski)

Dominick Street krząta się w oldschoolowym blasku. Kucharz przenosi wytłaczankę pełną jajek z jednej kawiarni do drugiej. Beczki z piwem medytują na chodniku pod żółtymi drzwiami z rustykalną kołatką.

Idę wolno i dostrzegam każdy szczegół jak turystka. W witrynie pomiędzy białymi księgami załamuje się fioletowo-granatowy kadr z pierścieniem Claddagh i ze mną w czerwonym berecie. Krzyk mew niczym codzienny szlagier puszczany nad zaułkami miasta. Przełamuje go starsza pani w błękicie, która przemyka na rowerze nucąc własną piosenkę. Oglądam się za nią i dostrzegam w witrynie Galway Bay Tatoo wystawę muchomorów ulepionych z gliny przez artystkę Nancy Klein. Większość z nich rzeźbiarka umieściła w szklanych terrariach.

Po drugiej stronie ulicy szmaragdowa Tartare Café jest jeszcze zamknięta. Umówiłam się tam na szybki trening kawowy. Nieznana mi wcześniej dziewczyna zaproponowała, że mogę odświeżyć swoje baristyczne umiejętności na ich ekspresie. Tak, kiedyś wołali na mnie: Hej Baristka! Bo zdarzyło się, że robiłam najlepsze kawy w kantynie, w której pracowałam. Co więcej, pomiędzy cappuccino a zmywakiem przeprowadzałam wywiady z moimi klientami o tym, czym jest dla nich kawa.

Spaceruję więc dalej, i widzę, jak układają chrupiący chleb w wiklinowych koszach na wystawie we francuskiej restauracji Rouge. Wszystko dookoła wydaje się świeże i kolorowe. Czy tak wygląda każdy poranek na Dominick Street? Zatrzymajcie się i zobaczcie, co nowego wydarza się rano na Waszych ulubionych uliczkach.

(Visited 56 times, 1 visits today)

2 Comments Dzień Dobry na Dominick Street w Galway

  1. Irena 9 lipca 2021 at 15:20

    a u nas ulewa nocna położyła lusterka na ulicach, chodnikach i podwórkach, rośliny wypięły piersi a ptaki taplają się w kałużach, w warzywniaku tańsze maliny – metka głosi: “Maliny po deszczu” – kupiłam i koktajl sobie zrobiłam 🙂

    Reply
    1. Blue Tram 10 lipca 2021 at 11:46

      O! To bardzo ciekawy obraz i deszcz się przydał. Ciekawe, w który warzywniaku kupowałaś maliny, ja wciąż tęsknię za warzywniakami na naszym śródmieściu. 🙂

      Reply

Leave A Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *