This post is also available in:
English (angielski)
A może takiej Pragi w ogóle nie ma. Ona dopiero rodzi się we mnie, w nas…?
Wysiadamy na dworcu autobusowym Praha Florenc. Jaka piękna i intrygująca nazwa – myślę i jeszcze nie wiem, że taka będzie dzisiejsza Praga.
Przechodzimy obok złotego budynku Masaryčka, który zaprojektowała Zara Hadid na miejscu dworca z 1845 roku. Zewnętrzne złote żaluzje i pionowe żebra budynku oddają hołd Pradze, nazywanej złotym miastem stu iglic i wież.

Przysiadamy w lokalnym EMA espresso bar, zaraz naprzeciwko, przy dużym stole wraz z innymi. Ta nowoczesna i przestrzenna kawiarnia, gdzie nie uświadczysz papierowych kubków, tylko ceramiczne filiżanki wlewa w nas fajne wibracje. Po pysznej kawie postanawiamy wsiąść do beżowo-czerwonego tramwaju. Choć są i beżowo-niebiskie. A praska sieć tramwajowa to jedna z najdłuższych w Europie.
Ale już za chwilę lądujemy w metrze i docieramy do stacji Palmovka w dzielnicy Libeň, gdzie przez lata mieszkał znany czeski pisarz Bohumil Hrabal w kamienicy przy ulicy Na Hrázi 24. Dziś znajduje się tu mural Tatiany Svatošovej, upamiętniający życie pisarza i koty, którymi się opiekował.
Na “Hrázi věčnosti”, czyli “Na Wale Wieczności” – jak nazywał swoją kamienicę sam pisarz. Budynek wyburzono w latach 80 tych pod budowę metra.

Praskie metro składające się z trzech lini i wolne od bramek ochładza nas, bo na zewnątrz jest aż 38 stopni.
Za chwilę zobaczymy wielką, szklaną, lśniącą w słońcu i obrotową głowę Franza Kafki, innego wielkiego pisarza Czech. I choć mi osobiście ta ultra nowoczesna rzeźba wcale nie kojarzy się z posępnym nastrojem kafkowskiej prozy, to jednak rozbudza ona we mnie inną wizję nie tylko Pragi ale i mnie samej. No, bo tylko w Pradze samolot zamienia się nagle w motyla.


Kiedy siedzimy w dean & david na rozkopanej ulicy Národní i zajadamy pyszne sałatki z halloumi, avocado, czy łososiem, dostaje smsa od Svitlany, która właśnie wylądowała w Pradze. Nie byłam wcale pewna, czy się spotkamy, ale mam bardzo spontaniczne przyjaciółki. I oto już na most Karola wędrujemy razem: ja, moja siostra, siostrzenica i Svietlana.
Zatrzymujemy się na moście tuż obok Piety, aby wykonać jedno z najbardziej rozpoznawalnych zdjeć świata. Kultowe zdjęcie zespołu Depeche Mode na Moście Karola wykonał w 1988 roku słynny fotograf Anton Corvijan.
Most Karola, choć pełen turystów pozostaje sercem Pragi. A zdjęcie z przyjaciółką na tle Wełtawy będzie niezapomniane.

Zaraz za mostem trochę zmniejsza się turystyczny gwar i drzewa dają większy cień. Jest, wreszcie, barwna i wymykająca się wszelkim formą Ściana Johna Lennona. No i jest też Justa w Pradze i razem z nami. Po drodze M. kupuje granatowy marker, zamawiając po czesku, żebyśmy mogły się podpisać. MalgoFlor – to mój pseudonim.


Nieopodal tego barwnego zaułka, znajdujemy świetną i spokojną kawiarnię Grounds L4 Café. Żółte stoliki i krzesła na dziedzińcu kamienicy pod drzewem i latarnią. Zamawiamy mrożoną czarną kawę i tonik espresso. Mój tomik “Ułamek wieczności” wpasowuje się w swobodną atmosferę.
-Może napiszemy wiersz – proponuje Justa. Piszemy wiersze, ale dopiero pod pomnikiem polityków, którzy sikają na Czechy.

Praga jest pomarańczowa, beżowa albo niebieska. Trudno ją uchwycić, bo wymyka się wszelkim sformułowaniom. Może zależy od nastroju, albo pory roku? Nie ma w niej nic z tego co wyczytałam w przewodnikach. Jest tym jak ją czuję i jest spotkaniem z moimi bliskimi kobietami.
Próbujemy kolorowe knedliczki. W Knedlin są nawet bezglutenowe. Podawane na małych spodeczkach niczym od filiżanek. Najbardziej smakują nam te z ratatouille.

No i znowu jedziemy metrem. Zwiedzać poprzez metro, to jest to! Zupełnie poza centrum, lokalni mieszkańcy siedzą w małym pubie, albo jedzą lody limonkowe na ulicy. Cicha ulica Kozačka i miedziane słońce jak z mitologii. A na niebieskiej skrzynce pocztowej ktoś domalował wąsy.

Just I can’t get enough of/ Po prostu nie mogę się nasycić – śpiewa Depeche Mode. Głowa Franza Kafki obraca się chwytając światło z błękitu nieba, z bieli drobnych chmur, z wpatrzonych w nią oczu turystów. Idziemy ulicami, jedziemy tramwajem, jeszcze raz metrem, robimy zdjęcie wiszącemu Freudowi. Wyrasta przed nami znana, niezależna księgarnia Shakespeare a Synové.

W jej piwnicy można przysiąść na fotelu albo na kanapie. Postukać na maszynie do pisania. A przez otwarte okno pogapić się na kanał rzeki po, którym przepływają gondole. A my po prostu nie możemy się nasycić. Kiedy słońce już zachodzi i czas wracać. Jednak ten dreszcz emocji udaje się z nami.
Dlatego do zobaczenia w Pradze znowu!








