Biała Lokomotywa przy moim stole

This post is also available in: English (angielski)

W tym roku “Biała Lokomotywa” – kameralny festiwal literacki z Łazieńca, organizowany przez Darię Danutę Lisiecką usiadł przy moim stole w Galway, w Irlandii.  Lokomotywa zagwizdała żywo przez okno monitora. To było dla mnie nie lada przeżycie, równie intensywne, choć inne niż gdybym usiadła pod orzechem przed domem Stachury. Jednak nawet cyfrowo “Biała Lokomotywa” miała moc zabrać mnie na łąkę.

Oto moje uczucia jako widza online

Piątek, 20.19 czasu irlandzkiego, trochę chmur.

Siedzę na pluszowej kanapie przed komputerem, kot zerka z fotela po drugiej stronie, dlaczego jestem taka zadowolona. Lipa z jeżynami w turystycznym kubku w zasięgu ręki i “Biała Lokomotywa” porywa mnie wprost z ekranu na pole liryczne. Tam w świetle księżyca wspomnienia puszczają mi oko, tęsknoty noszą melanżowe skarpety, a maseczki anycovidowe mają mordki psiaka.

Podoba mi się, że “Biała” dzieje się na żywo i wszystko może się zdarzyć. Pęka struna z gitary barda, poeta przejęzycza się, pies wchodzi na scenę, youtube zacina się (to mi się nie podoba). Bo “Biała Lokomotywa” to nie jest wyreżyserowane przedstawienie – to My prawdziwi w poezjispoceni w tramwaju, z kroplami deszczu we włosach, z przypinką w klapie kurtki, z zakurzoną bandaną pod szyją, z sercami zapadającymi się w śniegubez dziesięciu palców. Wędrujemy z Kujaw, z Wrocławia, z Pomorza, z Brna i z Ostrawy, z Algarve, Krakowa lub Bukaresztu, z bezimiennych brzegów, a nawet z krańców cyfrowych, gdzie ocean wlewa się przez kratkę wentylacyjną do pokoju. Oddychamy i otwieramy szeroko oczy ze zdziwienia na trasie i na ostatnim przystanku. Prowadzą nas indywidualne ścieżki, bo przez rajski ogród metro nie jedzie.

Sobota, 14.30 czasu wyspowego, chłodny wiatr i deszcz przejmują okolicę.  

Tymczasem “Biała Lokomotywa” zabiera mnie na ścieżkę rowerową do Portugalii, gdzie pomarańcze kwitną kilometrami. Katarina Lavmel maluje obrazy słowami tak wyraźnie, że aż czuję wiosnę w Algarve. Dodatkowo jej wiersze z tomiku “Anturaż” łaskoczą po portugalsku moje zmysły. Uwielbiam przecież ten język.

Wkrótce dzieje się „Zdumiewająca rzecz”, bo  wraz z wierszami Marii Znamierowskiej jeszcze bardziej uwidacznia się Cała jaskrawość świata. Kartkując „Czeski Jedwab” mogę podsłuchać rzeczywistość w autobusie, który mknie do Rivne na Ukrainie. I czuję jak na plecach siada mi miasto w granatowym cieniu, bo czasami, to właśnie rzeczywistość wnikliwiej nam się przygląda niż my jej, stwierdza poetka.

Jeszcze nie wiem, że gdy zagrają Stachurowie też zajdzie coś niebywałego. Pies Jerzego Stachury poliże go po twarzy, tuż po piosence „Zabraknie Ci psa”. Z kolei mój kot położy łeb na klawiaturze komputera zahipnotyzowany  i do końca wysłucha świetnego koncertu. Mój kot nigdy wcześniej nie przyklejał się do laptopów.

Około 22.00 czasu w Galway, ustaje deszcz.

Daria wraz Małgosią zasiadają przy moim stole i nawet o tym nie wiedzą jak jestem tą wizytą wzruszona.  Daria otwiera pochwycone bursztynowym atramentem “Mgnienia”, a ja wyraźnie widzę jak przechadza się pomiędzy wersami. Jej złoto-rude włosy lśnią pięknie we wrześniowym słońcu. Po chwili Ania, Miłosz, Bartek, Darek, Ania, Justa, Katarina przeczytają osobno po jednym jej wierszu dla niej, dla siebie, dla nas, dla świata. Stachura przygląda się temu wszystkiemu z obrazu.  I …

Drogi zakurzonej blada nitka tli się między nami. Słońcem spopielona, jagody koralik. Ziemia drży i dłonie, znowu ciepło, zimę odwołali. Stoisz na balkonie, bawisz się słowami. A ja, wyję do gwizd, gwiazdy się topią i kapią na twarz. A ja, chodzę, gdzie wiatr rozwiewa włosy, rozpina mi płaszcz.

/fragment piosenki Zuzanny Moczek: “Jagoda”/.

Festiwal Ogólnopolskie Spotkania Poetów „Biała Lokomotywa” odbywa się co roku, na początku września w Łazieńcu, na Kujawach, w rodzinnej wsi poety Edwarda Stachury. Wydarzenie to utwierdza uczestników w przekonaniu, że to, co tworzą, jest ważne dla innych i motywuje do dalszego działania. Atmosfera otwartości i przytulności zbliża. Często kto raz przyjechał na “Białą” chce wracać. W tym roku ze względu na obostrzenia pandemiczne festiwal odbył się w okrojonym gronie, ale za to po raz pierwszy online. Dla tych co daleko była to nie lada gratka.

I ja byłam w Łazieńcu już kilka razy i będę tam wracać!  

A może kiedyś i Was Drodzy Czytelnicy zawiodą na „Białą” wasze ścieżki.

Nagrania z wydarzenia znajdziecie tutaj.

A więcej o BL napisałam tutaj.

P.S. Było wspaniale widzieć znajome i nowe twarze na ekranie. Mam nadzieję do zobaczenia za rok!

W tekście wykorzystałam wycinki i inspiracje z poezji Marka Timko (spoceni w tramwaju), Mircea Dan Duță (metro nie jedzie przez raj) , Edwarda Stachury (zapada serce w śnieg/ dziesięć palców nie istniało/ “Cała jaskrawość”), Katariny Lavmel (gdzie pomarańcze kwitną kilometrami), Marii Znamierowskiej (miasto w granatowym cieniu) oraz fragment tekstu piosenki Zuzanny Moczek „Jagoda”.

Co sądzisz o tym poście? Serdecznie dziękuję za każdy odzew!

(Visited 236 times, 1 visits today)

2 Comments Biała Lokomotywa przy moim stole

  1. Daria 8 września 2020 at 09:28

    Wzruszające, Małgosiu, piękne.

    Reply
  2. Blue Tram 8 września 2020 at 09:35

    Dziękuję, Daria! To było fajne przeżycie, choć za rok chciałabym usiąść na autentycznej łące w Łazieńcu 🙂

    Reply

Leave A Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *