Kiedy nad moją historyjką gaśnie światło, waham się by wstać i zaparzyć kawę w rudym kubku. Jednak w końcu podnoszę się i ruszam w mrok. Wycieraczki nie nadążają ścierać oceanu, który leje się przed oczami. Przez trzydzieści minut wiruje mi w głowie. Aż wreszcie dostrzegam, że owce też lubią ukrywać się pod skałą.
Continue readingCategory Refleksje
Mój rytuał
Poranek ma smak daktyli
stęskniony i trochę szorstki.
Deszcz kapie do kawy
– przyjaciółki, która słucha
mój poranny wiersz
Od dwóch czy nawet trzech lat mam jeden rytuał o poranku. Siadam na pluszowej kanapie z filiżanką pysznej kawy, z owsianką (dziś pełną daktyli), a czasami ze świeżym sokiem z pomarańczy oraz z kotem na kolanach (to w zależności jak kotu się zechce).
Continue reading“Hej, Hej, życie to bajka, gdy wiatr szumi na wantach!”
O 6 rano obudził mnie huk wiatru. I choć zasłonka tańczyła w rytm tego fermentu wyszłam jak zwykle pobiegać nad rzekę. Wicher szarpał mi włosy. Nad ścieżką chmury ściskały deszcz, który miał wkrótce rozlać się na piątek. Od razu przypomniało mi się moje żeglowanie. I po raz kolejny odkryłam, że lubię wiatr. Wiatr, który nadyma żagle i wywraca od czasu do czasu moje przetrwanie.
Continue readingLudzie, którzy zmieniają świat w Galway
Oto pomysł na bardziej pożyteczną zabawę. Następnym razem, gdy wybierzesz się na spacer, zabierz torbę i napełnij ją śmieciami, opublikuj jej zdjęcie i wyznacz do tego innych przyjaciół. Wszyscy mamy rękawiczki i maski, będziesz odizolowany, więc nie ma wymówek, ale przestrzegaj ograniczeń kwarantanny. Przyłącz się, nawet jeśli nie zostałeś nominowany.
– napisał Enrico Bagnoli na swoim profilu facebookowym i zmotywował znajomych do porządkowania najbliższej okolicy. Sam na spacerze zebrał pokaźną torbę plastikowych śmieci na brzegu oceanu.
Continue readingPtaki – moi sąsiedzi
Continue readingKwiat wiśni przybył
jakby to było to
na co naprawdę czekaliśmy
z wiersza Imtiaz Dharker “Żurawie pochylają się”
Jak znalazłam swoje drzewo?
Pewnego dnia na ogrzanej słońcem trawie dostrzegłam wysokie drzewo. Jego korzenie były ogromne, przysiadłam na jednym z nich, a plecy i głowę oparłam o ciepły pień. Było mi wygodnie niczym w fotelu i czułam się wspaniale. Pomyślałam wtedy, że chcę codziennie wracać do tego drzewa, które niespodziewanie stało się moim towarzyszem.
Continue readingPustki, które są w nas
Drzwi do mojego domu są niebieskie. W przedpokoju żółte trampki chciałyby gdzieś powędrować, ale nikt ich nie zakłada. Zerkają na nie tylko pomarańczowe skały z obrazu Roderic’a O’Connor’a.
Continue readingBieganie jako kontemplacja
Znów biegnę ścieżką nad rzeką. Poranek płynie pod moją skórą. Słońce szkicuje ukojenie w szarych komórkach.
Continue readingKryzys dziesiątego dnia izolacji
Kruk przelatuje z drzewa na drzewo, a ja chcę kontemplować jego aksamitne skrzydła. Tymczasem ptak siada pomiędzy bezlistnymi gałęziami na tle chmur i to on gapi się na mnie. Dlaczego brakuje wiosny? – przełykam myśl wraz z powietrzem i niemal biegnę najdroższą mi ścieżką jakbym uciekała.
Continue readingPoezja w czasie pandemii
W szpitalu w Galway, który jest na naszej ulicy, od lat w poczekalni wiszą oprawione w ramy WIERSZE. Kiedy więc pewnego razu z mężem wylądowaliśmy na ostrym dyżurze, czekaliśmy w otoczeniu poezji. I pamiętam, że dzięki wierszom ze ścian oderwaliśmy się na chwilę od przerażenia jakie wtedy w nas było.
Mogliśmy przekroczyć granice nie ruszając się z miejsca.
Continue reading