Społeczna lodówka – dzielmy się z innymi

This post is also available in: English (angielski)

Zapalnikiem do tego artykułu było wirtualne spotkanie z Izabelą Duchnowską inicjatorką wspólnej lodówki, którą postawiła przed swoim hostelem artystycznym na wrocławskim Nadodrzu.

Co zainspirowało cię do takiego pomysłu?

Pierwotnie lodówka stała wewnątrz hostelu, po to, aby hostelowi goście mogli  pozostawić dla innych swoje jedzenie. Jednak odwiedzający nie zawsze chcieli korzystać z pozostawionej żywności, dlatego pomyślałam, że można wyjść z  lodówką na zewnątrz. Namówiłam pobliskie bistro Powoli, lokalny oddział MOPSu i raczkującą wtedy grupę Foodsharing Wrocław na wspólne otworzenie lodówki dla mieszkańców.

Lodówka przed HART Hostel&Art była pierwszą taką inicjatywą we Wrocławiu. Teraz w mieście stoi aż siedemnaście lodówek. Funkcjonują również w innych częściach Polski.

Jak działa społeczna lodówka?

Na co dzień sama zajmuję się lodówką. Jest podpięta do prądu z hostelu. Trzeba ją sprzątać co najmniej raz dziennie. Robię to ja, ale też wolontariuszki z grupy Foodsharing Wroclaw. Z kolei MOPS poprzez swoje kanały przekazuje informację o lodówce do najbardziej potrzebujących.

Ideą społecznej lodówki jest przede wszystkim niemarnowanie jedzenia. Choć jest ona również wsparciem dla ludzi biednych

Nie ma tu jednak sprawdzania ile kto zarabia. Co roku ludzie marnują tony żywności, chodzi więc o rozpowszechnienie idei wykorzystywania wszystkich produktów, jakie mamy, ale też o edukację społeczeństwa, od małych dzieci począwszy. Dlatego nawiązałam współpracę z okolicznymi przedszkolami i szkołami – dzieci przychodzą na warsztaty, potem wiedzą, że nadmiar jedzenia można tu przynieść, a szkoły przekazują po zakończeniu lekcji to, co zostało im na stołówkach.

Jak sprawdza się ta idea wśród mieszkańców?

Lodówka działa wspaniale, ten pomysł powinien być przeniesiony do każdego miasta! Jedzenie znika błyskawicznie, na ogół po 5-10 minutach od dostawy nie ma już nic. Dostawy do lodówki są od kilku do kilkunastu razy dziennie. Czasem są to wielkie paczki z pieczywem, sałatą, od sklepów czy firm produkujących posiłki, ale częściej od prywatnych osób, które po prostu ugotowały za dużo zupy. Przez dwa i pół roku funkcjonowania lodówki udało się ocalić przez wyrzuceniem tony jedzenia.

Wszystkie produkty nadają się do spożycia. Na lodówce wisi regulamin, żeby ludzie wiedzieli czego wolno, a co jest niedozwolone. Na przykład nie można przynosić surowego mięsa, jajek, ani mrożonek. W środku wisi też kartka: Nie zabieraj wszystkiego, zostaw dla innych! Zaś obok lodówki stoi mała szafka o wielkiej mocy – gdzie można zostawić jakąś niewielką rzecz, która przyda się drugiemu choćby podpaski.

Lodówka społeczna powinna mieć lidera, który będzie się nią regularnie opiekował.

Duchnowska stworzyła sieć dostawców. Wspólna Lodówka na Nadodrzu ma też swój profil na facebooku. Iza współpracuje też regularnie z dwoma grupami wolontariackimi – Foodsharing Wrocław oraz grupą „Z głodu”, którą założył we Wrocławiu poeta Konrad Góra. Dzięki wspólnym działaniom o inicjatywie wie coraz więcej ludzi.

Wokół lokalnej spiżarni gromadzą się ludzie

Ja, dzięki lodówce poznałam wiele fantastycznych osób.

– uśmiecha się Iza.

Pamiętam czasy kiedy z poznanymi znajomymi robiliśmy regularnie kolacje zero weste. Ustanowiliśmy zakaz kupowania nowych produktów, każdy przynosił to co znalazł w swojej lodówce. Nie raz zdarzały się same resztki. Ale Gosia Dudek, która prowadzi blog wegański, robiła  z nich niesamowite cuda, aż nie mogłam się nadziwić. Musimy znów zacząć je tworzyć – opowiada Iza.

Lodówka społeczna to żywioł, tak jak życie i wszystko się może zdarzyć

Przynosi ona mnóstwo niespodzianek, ale wcale nie jest łatwo kierować takim przedsięwzięciem. Trzeba mieć do tego serce i cierpliwość.  Po pierwszym roku działalności lodówka na  Nadodrzu została, kompletnie zdezelowana przez nieznanych sprawców. Jednak szybko ktoś podarował nową, większą i z przezroczystymi drzwiami.  Z kolei grupa MiserArt – strefa kreatywna w labiryncie wykluczenia zrobiła dla lodówki piękną drewniana obudowę z kieszeniami, w które można coś włożyć oraz z półkami na kwietne doniczki. Lodówka ma również specjalny daszek.

Niejednokrotnie zdarza się też, że ktoś podjeżdża pod lodówkę z wielkimi torbami i zabiera z niej wszystkie firmowo zapakowane produkty, aby je potem sprzedawać i mieć pieniądze na alkohol. Dlatego informacja: Nie zabieraj wszystkiego, zostaw dla innych, wisi w lodówce nieustannie. Jednak nie wszyscy to respektują i to jest przykre. Nie da się jednak kontrolować wszystkiego w miejscu publicznym.

Z miłości do ludzi i jedzenia

14 lutego nadodrzańska lodówka społeczna obchodzi swoje urodziny. To już dwa i pół roku odkąd stoi na Nadodrzu. Na urodzinach gromadzą się wokół niej mieszkańcy i aktywiści. Przynoszą smakołyki domowej roboty i świętują. Cieszmy się wspólnotą w miejscach, w których żyjemy i dzielmy tym co mamy, szczególnie w trudnym czasie pandemii jest to bardzo potrzebne, choć niełatwe.  A przy okazji zajrzyjmy do hostelu artystycznego na nietuzinkową wystawę.

Mieszkałam kiedyś we Wrocławiu bardzo blisko Nadodrza. I przyznam, że tęsknię za takimi społecznymi przedsięwzięciami. A może czas na społeczną lodówkę w Galway, w Irlandii? Co myślicie?

Wszystkie zdjęcia pochodzą ze strony Wspólna Lodówka na Nadodrzu.

A Wy korzystaliście ze społecznej lodówki? Jak podoba Wam się taka inicjatywa?

(Visited 150 times, 1 visits today)

2 Comments Społeczna lodówka – dzielmy się z innymi

  1. Irena 16 października 2020 at 16:17

    śledzę wpisy o tej lodówce na FB – w wywiadzie nie widać wszystkich trudów związanych z tym przedsięwzięciem jakie ponosi I.D. Jest też lodówka i był wieszak z przyniesionymi przez mieszkańców (sama też tam parę rzeczy dałam) ubraniami do darmowego zabrania przy “Firleju” ale wirus – świrus zniszczył/zahamował wiele cennych inicjatyw. Dzisiaj byłam w sklepie “Kolor Zielony” gdzie jest regał na różne rzeczy podarowane i do wzięcia za darmo (oprócz odzieży).

    Reply
    1. Blue Tram 16 października 2020 at 16:28

      Och, tak, wiem, że jest trudno i zaznaczyłam to pisząc m.in. o zdezelowaniu pierwszej lodówki. Rozmowa z Panią Izą odbyła się bardzo spontanicznie i usłyszałam, że mimo trudów ona ma do tego wielką pasję, która zdaje się przebijać przez wszystko inne. Dla mnie to niesamowita inicjatywa, warta naśladowania i chciałam to podkreślić. Kiedy będę miała już kawiarnie w Galway, też pomyślę o takiej lodówce. 🙂 Pozdrowienia.

      Reply

Leave A Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *