Alicja w krainie Bunratty

This post is also available in: English (angielski)

Uwielbiam odkrywać fascynujące rzeczy w czymś, co wydaje mi się na pozór dobrze znane, albo przeciętne. Bywa, że mam o czymś lub o kimś jakieś wyobrażenie w głowie, albo nawet niechęć. Jednak życie burzy treściwe mury i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, albo za pomocą pierścienia Arabeli przenosi mnie do fantastycznego świata, choć to wciąż jest ten sam świat, który niby znam. Wtedy deszczowe krople niczym niebieskie szkiełka w kalejdoskopie układają się w sokratesową sentencję: Wiem, że nic nie wiem.

Tak było w pewną mokrą niedzielę, kiedy wyruszyliśmy do zamku Bunratty tuż pod Limerick w hrabstwie Clare. Miejsce nad rzeką Shannon, gdzie znajduje się zamek zajmowali najpierw Wikingowie, potem Normanowie, wielcy irlandzcy hrabiowie oraz damy. Obecna konstrukcja została wybudowana w 1425 roku przez rodzinę MacNamara ale od 1475 roku stał się twierdzą O’Briens, największego klanu w North Munster.

Tymczasem mimo bogatej historii zamczysko z czterema wieżami nie zrobiło na mnie wrażenia. Było tam zbyt wiele ciasnych przejść i może przez moją klaustrofobię nie dojrzałam nic oryginalnego. A na dodatek z wieży piękna rzeka Shannon wydała mi się błotnista. Jednak nie miałam pojęcia, że to właśnie tu czeka dziś na mnie jedno z najfajniejszych odkryć.

Śnieg z filcu

Kiedy wyszliśmy z zimnych murów, myśleliśmy, że to by było na tyle i ruszyliśmy ścieżką w stronę wyjścia z parku, ale przyciągnął nas napis „Tea room”, więc podeszliśmy sprawdzić co to takiego, lecz herbaciarnia była zamknięta. Jedynie przy pustym stole na zewnątrz siedział jakiś bard i nucił piosenkę.

A potem ujrzałam na dachu ogromną filcową kulę udającą śnieg. Zrobiło mi się bardzo radośnie na widok tej atrapy śniegu i właśnie w tym momencie niewidzialny wehikuł czasu przeniósł nas do XIX wiecznego miasteczka, które rozpościerało się nieopodal zamku.

Na ulicy błyszczały zabytkowe latarnie oraz ciągnęły się ciekawe zabudowania: sklepy ze starymi mapami, czy z tkaninami, drukarnia Foster’s, w której drukowano ulotki i gazety. Był też lombard, fabryka Mc Inerney & Sons, gdzie wytwarzano narzędzia i naczynia, a także bardzo stara poczta z zabytkowymi stemplami, z której wciąż można wysyłać listy. Poza tym zajrzeliśmy do domu lekarza, szkoły, tkackiej szopy oraz pubu Macnamara (Mac’s), gdzie wypiliśmy po kuflu piwa. Podobno serwują tam również pyszne domowe obiady.

Szlak wróżek

Niektóre domki miały małe ogródki, które można było eksplorować. Dla dzieci zaś stworzono drewniany wikingowski plac zabaw (Vicking Street). No, ale ten filcowy śnieg na dachach budynków. – O rety jak tu jest niesamowicie! – krzyknęłam i poczułam się Alicją w Krainie Czarów, która zupełnie przez przypadek wpadła do przedziwnego świata. Tak, była to iście bajkowa kraina, choć wyglądała bardzo naturalnie i przypominała dzisiejszą Irlandię. Jednak tu znajdował się uniwersytet dla wróżek.

Droga, a w zasadzie kilka szerokich ścieżek wiło się z miasteczka na pola i ogrody. Za otwartą na oścież bramą pasły się szare osiołki, szumiała woda w starym młynie i dostrzegliśmy nawet jelenia myjącego poroże w kałuży. Niespodzianek nie było końca, a zza rogu wyszedł pręgowany kot identyczny jak nasz Tycjusz więc śmieliśmy się, że tu za nami przyjechał.

Budynki z różnych regionów

Zabudowania, które znajdują się w skansenie (Bunratty Folk Park) zostały wybrane z wielu obszarów w Irlandii. Poziomy młyn zrekonstruowano w oparciu o wyniki wykopalisk w Mashanaglass w hrabstwie Cork, dom Shannon, przeniesiono z obecnego pasa lotniska w Shannon, a niebieski dom rybaka pochodzi z hrabstwa Kerry i zbudowano go z materiałów znalezionych w morzu. Odnieśliśmy wrażenie, że niewiele się zmieniło w dzisiejszej Irlandii jeśli chodzi o wygląd budynków, choćby starych pubów.

Sekretny ogród

Najbardziej spodobał mi się ogród otoczony murem (walled garden), położony na wzgórzu, z którego rozpościerał się przepiękny widok na okolice. Wrócimy tam pewnego dnia i przysiądziemy w niszy otoczonej różami, schrupiemy lunch. Będziemy oddychać przeszłością, która w Bunratty zamienia się w teraźniejsze smakowanie i ma moc przemieniać nas w dzieci, które biegną radośnie szlakiem wróżek. Bowiem Bunratty roztapia brunatne humory i choć na dachach budynków wciąż leży filcowy śnieg, miasteczko pachnie wiosną.

Zdjęcia Maciek Doczyk.

(Visited 68 times, 1 visits today)

Leave A Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *