Majowy Burren z Wave Makers

This post is also available in: English (angielski)

Tam jest inny świat, 
żywiołowego piękna wyrzeźbionego przez lodowiec, 
gdzie maleńkie polne kwiaty 
przebijają się przez wapń.
-fragment wiersza Maureen Grady "The Breathing Burren".

Sobota obudziła się cała w słońcu i puszczała do mnie oczko niczym letni dzień. Decyzję, że jednak wybiorę się na wycieczkę podjęłam w ostatniej chwili. Tak dawno przecież nie widziałam Eleny i Wave Makers. Zjadłam na śniadanie bajgla z dżemem i bananem z obowiązkową kawą, pakując jednocześnie niebieski plecak. Po 45 minutach miałam już traperki na nogach i zew przygody w sercu. Na pobliskiej stacji czekały już na mnie Elena, Malena i Michelle w grafitowym Volkswagenie. Zaś na kolejnym przystanku dołączyli: Paul, Artur i Magda. Ruszyliśmy w stronę “Głowy Morza”, czyli Kinvary, a potem szosą wijącą się jak wstążka przez biały, wapienny Burren. Na parkingu w Fanore czekały: Trudy, Bernie, Mary i Paola. Morze skrzyło się błękitem i miksowało z rozgrzanym niebem. Było tak przejrzyście, że z oddali dostrzegliśmy foki, które nas właśnie witały, bo foki są bardzo ciekawe ludzi.

Najpierw szliśmy wzdłuż szosy, by po 15 minutach dotrzeć wreszcie na szlak Black Head Loop. Na jasnozielonych polach kicały zające. One też cieszyły się na nasz widok i ku mojemu zdziwieniu wcale nie uciekały. Bo wszyscy wyglądaliśmy radośnie i barwnie jak majowe kwiaty.

Tuż za kamiennym mostem, gdzie szumiała granatowa rzeka Caher, wznieśliśmy się lekko na skały i na trawiastą dróżkę pełną dzikich kwiatów, które przebijały się przez wapienie. Paul nasz przyjaciel, a także wykfalifikowany przewodnik znał wszystkie ich nazwy. Rosły tam purpurowe orchidee, aksamitny Bodziszek Czerwony. A ja zdziwiłam się, gdy zobaczyłam żółtą prymulkę w środku gór, bo zwykle widywałam ją w ogrodzie mojej babci. Do słońca wznosił się też Dębik Ośmiopłatkowy i delikatny Fiołek Rivina, a także mijaliśmy pole białych stokrotek. Mogliśmy też delektować się zapachem dzikiego tymianku i dzikiego czosnku, z którego można zrobić pesto. Mi najbardziej podobały się mocno niebieskie kwiatki Goryczki Wiosennej, którą widzicie na zdjęciu. Rodzajów polnych kwiatów było znacznie więcej, lecz nie wszystkie nazwy zapamiętałam. Niektórzy specjalnie przybywają do Burrenu, aby je podziwiać.

Po prawej stronie wyrastały skaliste góry, a po lewej czarowało nas morze. Gdzieś hen, hen dostrzegliśmy niewyraźny szkic Galway. Po pewnym czasie ścieżka zmieniła się w wąziutką, puszystą dolinę. Ocieraliśmy się teraz o plecy gór i kwitnące krzaki, a jasnozielone paprocie sięgały nam prawie do pasa.

Tymczasem po lewej stronie, tuż za niskim kamiennym murkiem morze wciąż było z nami. Chyba pierwszy raz wędrowałam taką przedziwną ścieżką niczym z bajki, w samym środku gór. Na końcu tego magicznego szlaku znajdował się pomost, na który wchodziliśmy trzymając się liny. Potem nastąpiło dość ostre podejście, które zaprowadziło nas na ogromną polanę otoczoną kamiennymi murkami i wapiennymi płytami. Trochę się na niej powylegiwaliśmy, chrupiąc domowej roboty kulki energetyczne, ususzone mango oraz kanapki.

Fot. Paola
Fot. Paola
Fot. Malena

Kiedy powoli ruszyliśmy w dalszą drogę okazało się, że Malena zgubiła portfel. O rety, gdzie teraz go szukać na takiej przestrzeni. Jednak pełni nadziei po 15 minutach poszukiwania pomiędzy trawami i skałami znaleźliśmy zgubę.

Dalej sceneria zupełnie się zmieniła, droga stała się szeroka, a my wędrowaliśmy w jasny i surowy krajobraz Burrenu, by za jakiś czas zejść w dolinę otoczoną trawiastymi polami. Krowy pasące się tuż przy drodze wyglądały zza murków i przyglądały nam się z zaciekawieniem, a my im. To był chyba mój najdłuższy spacer w Irlandii, wędrowaliśmy bowiem prawie 7 godzin. Na samym końcu niektóre z moich koleżanek wskoczyły jeszcze do morza. A dzikie kwiaty Burrenu zakwitły w naszych sercach.

Zdjęcie tytułowe: Elena Toniato.

(Visited 61 times, 1 visits today)

Leave A Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *