“Nic się nie dzieje”

This post is also available in: English (angielski)

Czytam ostatnio książkę, która jest jak zwykłe życie, bardzo prosta i zarazem czarująca. A jej nieśpieszny rytm i uważność na detale koi umysł.

Kathryn Nicolai opisuje codzienne skrawki dnia w domu i w malutkim miasteczku, które nazwała „Nic takiego”. Czasami właśnie takie wydaje się Galway. A jakie jest Wasze miasteczko?

Jest w nim piekarnia, sklep papierniczy, księgarnia, sklep muzyczny, ulubiona kawiarnia i cedrownia. Dziś rano, gdy pojechałam sfotografować tę książkę, w Galway rozbrzmiewały piosenki ptaków, a wiosenne promienie podświetlały barwne kamieniczki i wszystko wydawało się jeszcze intensywniejsze. Przytulne zaułki i szczegóły w witrynach sklepów. Jak zwykle w Le Petit Délice – francuskiej piekarni kupiłam chrupiący chleb orzechowy. Dwie przecznice daje, naprzeciwko niebisko-żółtego pubu spotkałam listonosza, który od samego rana wrzucał mieszańcom listy do skrzynek. Uśmiechnęliśmy się do siebie i wymieniliśmy „Dzień Dobry”. Pan listonosz poczekał aż zrobię tytułowe zdjęcie i poszedł dalej ze swoim ogromnym zielonym wózkiem wypełnionym przesyłkami.

Nic się nie dzieje to lektura o takich zwykłych momentach z naszej codzienności. O rytuale ścielenia łóżka i rozkładaniu kocyka dla kota, chodzeniu po śladach w śniegu, wizycie w sklepie z przyprawami i odsłanianiu zasłon w kuchni, by słońce dotykało naszej twarzy podczas zmywania naczyń. Można by skwitować, że to nic takiego, ale dzieci posiadają moc, patrząc na coś prostego i codziennego wyobrażają sobie cudowne rzeczypisze Kathryn. Przyznam, że i ja tak mam do tej pory. Potrafi zachwycić mnie mech w szczelinach ławki, a gdy spaceruję swoją ulicą słyszę co ćwierka do mnie rudzik. Czy Wy też tak macie?

Dobranocki

Kiedy byłam małą dziewczynką, mój wujek, gdy nas odwiedzał opowiadał nam wymyśloną przez siebie bajkę “O panu z parasolem”. Po jego śmierci, choć byłam już nastolatką zaczęłam dalej stwarzać tę historię i opowiadać ją innym dzieciom. Dziś nadal mogę zobaczyć oczami wyobraźni pana w czarnym meloniku lecącego nad miastem na swoim czarnym, rozłożonym parasolu. Kathryn Nicolai twierdzi, że takie historie opowiedziane choćby samemu sobie przed snem pozwalają dobrze zasnąć. W książce jest wiele wskazówek na dobry sen. Bo opowieści, które czytam wyciszają, relaksują, uwrażliwiają na szczegóły dookoła. Pomiędzy opowiadaniami znajdziemy też ciekawe przepisy na rozgrzewające napoje, pasty do kanapek, zupy.

Medytacja w ruchu

Pod niektórymi historyjkami autorka proponuje nam proste medytacje. Jak choćby medytacja chodzona. Akurat jest mi ona dobrze znana, ale dzięki tej książce znów do niej wracam. Tak, jak od pewnego czasu praktykuję na nowo siedzenia w ciszy. Pamiętam jak kiedyś z większą grupą medytowaliśmy chodząc małymi kroczkami wokół parku uniwersyteckiego, Przechodnie gapili się na nas, a my mieliśmy frajdę z czegoś tak zwyczajnego jak poruszanie się z wytężoną uwagą na każdy krok. Im jestem starsza, coraz bardziej przekonuje się, że zwykłe oddychanie, siedzenie w ciszy pod ulubionym kocem, kontemplowanie łyków kawy, obserwowanie kaczek na rzece – to sens życia, nic więcej nie trzeba. W jednej chwili wyobrażam sobie, że kulka zrobiona ze sreberka to skarb, który daje radość kotu, bo z ochotą za nią biegnie.

Jest czas…

Dlatego w czasie lockdownu nie mam poczucia tracenia życia, czy wolności, a już na pewno nie nudzę się, choć tak naprawdę nic się nie dzieje. To dla mnie intensywna lekcja uważności i akceptacji tego co mam tu i teraz, a nie wybieganie myślami do tego czego nie mam. Choć bardzo tęsknię, aby odwiedzić Connemarę i Wrocław. Przyjdzie i na to czas. Pięknie napisała o tym Justa na swoim blogu: Nie oczekujmy od razu Bóg wie czego. Posłuchajmy ulicznego śpiewaka i podziwiajmy trudną sztukę połykania ognia. Doceńmy ich.

Czytam pod swoim drzewem

Książka jest dość gruba i czytam ją wolno. Zaglądam do niej rano i wieczorem. Jeśli jednak poczujemy niedosyt możemy posłuchać więcej przytulnych historii w podcaście Kathryn: „Nothing Much Happens”. Uwagę przyciągają również ilustracje, które stworzyła francuska artystka Léa Le Pivert. Dzięki nim lepiej możemy sobie wyobrazić miasteczko, jest nawet jego mapa. “Nic się nie dzieje“, to naprawdę świetna lektura, która ukoi zabiegany, albo zalękniony umysł. Polecam ją Wam z całego serca!  

(Visited 109 times, 1 visits today)

Leave A Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *